Homo-aktualka

Elden Ring

Czyli jak wydać 99% budżetu na panienki, a za resztę zakupić wódki i znaleźć kogoś kto za kilka flaszek zrobi całą grę, oczywiście jej przed pracą wypijając.

Zaczynając historię od początku, to pewnego wspaniałego popołudnia napotkałem niebieski zwiastun zagłady, prawda że uroczy?

Już wtedy słyszałem o tej strasznej katastrofie którą zapowiadał, ale byłem przekonany że mnie ona nie dotknie. Jakże się myliłem! I niech to też dla was będzie przestroga, gdyż nawet jeśliście odporni na niewieście pokusy, to ten demon nie wabi was tylko ładnymi oczętami, czy zgrabnymi cyckami, ale uaktywnia swoich dotąd ukrytych chowańców, którzy ciemnym mocą ulegając za młodu, duszę diabłu oddali i w skrytości wielkiej twych bliskich i przyjaciół udawali, ażeby cię znienacka zaatakować i do ów bezbożnego kultu przyłączyć. Dlatego jeśli ktokolwiek w twoim otoczeniu zacznie grać w Elden Ringa, albo co gorsza tą grę wychwalać, czy, o zgrozo!, innych do niej namawiać, wtedy kontakty z nim zerwij czym prędzej i módl się by wpadł w ogień wiekuisty, który tą pustą, poczłowieczą skorupę w popiół obróci, gdyż takie zachowanie jasno dowodzi iż zarówno serce, dusza jak i rozum którymi człowiek z natury jest obdarzon, już dawno w nieszczęśniku umarły, jeno ciało jako pustą formę zostawiając i prześwięte dzieło w lichą marę przemieniając, która jeno z wierzchu ku ludziom podobna, nie dość że ona sama przeklęta i żywot jej mary, to włócząc się, wbrew natury prawu, ciągle po żyjących świecie innych przeklina  i do gry namawia.

Ja sam tego świadkiem, bo żem wpierw ponętnym ciałem skuszony, a potem diabelskich chórem omaniony, żem wkroczył na złego ścieżkę i nieopacznie, zagrać w to chciałem, lecz się nie dało. Gdyż to jeno z nazwy grą jest, w praktyce zaś to bardziej tortur narzędzie, niźli coś co ma rozrywce służyć i grą w tylko w propagandzie szubrawców nazwać to można. Ów twór pomiotów szatańskich, gdyż żaden człowiek tak nikczemnych pomysłów nie zrodzi, uderza w same idee przyświecające wszystkim narodom i urąga wszelakim dobrym gier praktyką, jeszcze zanim uruchomić się raczy, gdyż modowanie tego jest jak wleczenie jaj po asfalcie, bolesne, długie, chociaż trasa krótka i nic dobrego z tego wyniknąć nie może. Miast prostego sposobu cieszącego się wsparciem zarówno potężnego stema jak i chwalebnego nexusa, są to czarcie rytuały których człowiek pojąc nie może i wspierać się programami zdobytymi w najgłębszej czeluści internetowej degeneracji, a i nawet z ich pomocą obciążone są straszną wadą, mianowicie, nie działają. A to dla pojedynczego gracza tylko przeprawa! Multi strzeżone jest licznymi urokami które całkowicie zdusić ten jakże piękny pęd miłości! A nawet jeśli któryś ze śmiałków zdoła i te pogańskie obyczaje przełamać to i tak zostanie wnet wytropiony przez ogary hadesa i za bramę wyrzucony, ot chociażby za majtek ubranie.

A konkretnie, to za te cudowne majteczki

Jednak jeśli ten pozorny zamach na kreatywność, który pod płaszczykiem zniszczenia swobody, wprowadza rzecz jeszcze gorszą, uniemożliwiając sprytnym adeptom sztuki dobroci, stworzenie na tej zepsutej kanwie nowej, wspaniałej przygody, pętając nas i skazując na wieczne męki w ów ohydnej imitacji gry, was nie zraził i bezrozumnie brnęliście w to dalej, to już na poziomie polityki prywatności oczom waszym ukazać się musiało następne bluźnierstwo. O ile dotychczasowe ich działania nie pozostawiały wątpliwości iż jako wrogowie wszelakiej wolności z pewnością nie przegapią żadne okazji ażeby komputerowemu bastionowi swobód dotkliwy cios zadać, ale tak plugawej obrazy zapewne nikt się nie spodziewał. Oni Mnie! Pecetowca! Z konsolowym plebsem zrównali! Jak oni śmią śmieć na pc’towej  wersji podpowiedzi na pady ukazywać?! Ale mniejsza z tym, tą okrutną zniewagę szło w opcjach zmienić i jako jedną z nielicznych rzeczy na dobrą drogę sprowadzić.

Ale im głębiej w las tym więcej nieoznakowanych mogił. Już kreacja postaci udowodniła że nie pracowali nad tą grą bezrozumni studenci, ani pijani żule, lecz mroczne siły we własnej osobie, gdyż jaki człowiek byłby w stanie wymyślić tak nie intuicyjny system? Tam okienka i wartości wybierało się strzałkami, a zatwierdzało ,,e”. Kto, u licha, taką bękarcią chimerę stworzył? Miast strzałek + enter, albo wads + e, czy też obu naraz, jak to robią bardziej oświeceni programiści, tak ażeby każdemu wygodnie było to oni takie potworka stworzyli, jakiego nawet w annałach ,,przeklętych monstrów informatyzacji” nie odnotowano! A to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

A tu jest wybitny suchar Gura lodowa

Wiecie jakim przyciskiem się skacze?

Tak zgadliście to ,,f”!

Tak jak fuck Elder Ring, bo przecież chyba nie oczekiwaliście że klawisz skoku będzie się w jakikolwiek sposób kojarzył ze skokiem? Ale będę szczery, to jeszcze idzie zmienić, ale wiedzie czego nie idzie? Reszty popapranych ustawień, np. możesz mieć jednocześnie kilka różnych broni i czarów, ale nie możesz ich przypisać po ludzku do cyferek, tylko po szatańsku musisz zmieniać je z przeskokiem co jeden. A ja… A ja wziąłem sobie maga, czy tam alfabetę, czy innego astrologa. I się okazało że się mana nie regeneruje, oczywiście okazało się to zaraz po tym jak całą zmarnowałem na skrzynie i sprawdzanie jak to działa, więc na pierwszego bosa, jak na maga przystało, poszedłem z pedalskim mieczykiem. Zresztą potem też z latałem jak ostatni dureń z mieczem bo było mi szkoda many. Taka logika Elden Ringa, chcesz grać magiem? To lataj jak jełop z mieczem, pewnie jakbym wziął woja to bym nic tylko deszcze meteorytów przywoływał, żeby mi się mieczyk nie stępił. Do tego oczywiście, koszmarna praca kamery, nieintuicyjne celowanie, nieznany, lecz mały zasięg czarów, zaklęcia ładują się wolno, a wrogowie biją szybko, a że każdy cios rozprasza zaklęcie więc nawet jak chciałem poczarować, to wyglądało to tak że raz czar rzucam i pół godziny spierdalam, żeby być dość daleko od nich by nie oberwać podczas rzucania zaklęć. Tak drogie dzieci, w tym badziewiu mag to sprinter z mieczem.

Podsumowując, za dawnych Sokratesa czasów, mądrość, prawość i uroda nieodzownie sobie towarzyszyły, ale podłe demony w końcu nauczyły się przybierać ładne kształty, podczas gdy rozumu i prawości po dziś dzień im brakuje, więc podziwiajcie ich piękno pn. na naszym discordzie, ale w ich gierki nie grajcie, a sama gra jest -2/10, jak wspominałem, jeśli chcecie pooglądać panienki to zapraszam na naszego discorda, a jak chcecie grać w to coś, to przyjdźcie na naszego discorda i oglądajcie śliczne niewiasty i słodkie kotki aż wam przejdzie, a jak ktoś wam poleci ów sił szatańskich wybryk, to wrzućcie go do rzeki, np. do Odry.

Homo rozdziały:
Homo cycki 1: Homo-czytnik, MD
Homo cycki 2: Homo-czytnik, MD
Tylko homo, cycki łamią regulamin szkoły: Homo-czytnik, MD
Homo gwałty: Homo-czytnik, MD
I uzupełnienie Homo-rozdziałów już dawno na stronie dostępnych, ale na MD nie wrzuconych:
One też chciały zostać wybrane: MD
Przyjaciele na zawsze: MD
I jeszcze raz zapraszam na discorda

Idę do pracy…

…dlatego dzisiejsze aktu będzie krótkie. Pochwalę się tylko, że dołączyło do grupy dwóch nowych członków! Terroskoti w roli edytora (chociaż jego pracę mogliście podziwiać już dwa tygodnie temu, ale ja oczywiście zapomniałem o nim wspomnieć) oraz mateusz-kefir w roli tłumacza (jego dzieło zobaczycie dopiero za dwa tygodnie, bo discord uporczywie nie pozwala pobrać mi załącznika do type :/). I chociaż jakiś czas temu straciliśmy w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach korektorkę, to jednak stan osobowy załogi wciąż się powiększa. Gratuluję odwagi, chłopaki!

A tak poza tym, to dziś macie dzień czochrania. Bo wjeżdża dziś w aktu czochranie. I to całe trzy rozdziały! Starczyć powinno na długą, leniwą, niedzielną sesję. No to zaczynajmy
Czochranie 21 (tym razem w wersji niewierszowanej): Reader MD
Czochranie 22: Reader MD
Czochranie 23: Reader MD

A na muzyczny deser Miku zaśpiewa wam, żebyście się nie dali zwieść dziwnej miłości (zamiast tego można sobie, dajmy na to, poczochrać!)

Oficjalne stanowisko grupy skanlacyjnej Załoga Bombowca

Moi drodzy, pora spojrzeć prawdzie w oczy. Nie możemy, jako szanująca się grupa skanlacyjna, pozostać obojętni wobec tego, co dzieje się wokół nas. Wydarzenia dzisiejszego dni, dzisiejszego poranka, sprawiły, że postanowiliśmy podjąć drastyczne kroki. Powiedzmy sobie szczerze, to wszystko przechodzi ludzkie pojęcie. Nie możemy w tej sytuacji z czystym sumieniem nakurwiać rozdziałów. Nie da się. Nie przy tym, co widzimy tuż za swoimi oknami…

KTÓRY IDIOTA ZAPOMNIAŁ UTOPIĆ MARZANNY!!!!!!!!!!!!!

No to jest po prostu skandal. Człowiek wychodzi rano styrany z pracy, a tam śnieżyca! W kwietniu!!! Już dawno powinniśmy tę wiedźmę utopić, ale jak widać, niektórzy z nas nie podchodzą odpowiedzialnie to swych wielowiekowych obowiązków! Dlatego ogłaszamy, że dopóki winni nie zostaną ukarani, a śnieg (w kwietniu!!!!) nie pójdzie się chędożyć, zawieszamy działalność! Rozumiem, że to drastyczny krok, ale najwyraźniej tylko takie są w stanie przemówić co poniektórym do rozumu.

Na pocieszenie macie super mega wypaśny rozdział czochrańska, pisany wierszem. Niech to będzie nasz protest song, albo łabędzi śpiew, albo wdowi lament, albo… albo nie wiem co!

Czochrańsko 21: Reader (w ramach protestu nie wrzucam na MD!)

Naszych prawdziwych fanów pragnę uspokoić. Tak drastyczne środki muszą przynieść efekt! Daję tak z tydzień, na może ciut więcej, zanim winni się nie ugną, a nasze żądanie zostaną spełnione. Do tej pory, trzymajcie się ciepło!

Trzy siostry

Trzy siostry — Cressy, Aboukir i Hogue rozpoczęły swój żywot w 1889 roku. Cressy i Aboukir na świat przyszły w Szkocji, nad rzeką Clyde, Hogue zaś nieco dalej na południe w angielskiej Cumbrii, u brzegów Morza Irlandzkiego. Wszystkie trzy otrzymały imiona na cześć chwalebnych zwycięstw Albionu z przeszłości. Nie bez powodu zresztą, były to pierwsze poddane brytyjskiej monarchii należące do nowej klasy krążowników. Większe i cięższe od swoich poprzedniczek mogły poszczycić się słusznej grubości pancerzem, oraz budzącymi respekt działami dużego kalibru. Wielu liczyło, że zapiszą na kartach historii nowe rozdziały, równie wspaniałe, jak noszone przez nie imiona. Życie miało jednak wobec nich inne plany…

HMS Aboukir

Długo przyszło im czekać na swoją szansę na okrycie się sławą. Pierwsza dekada ich życia upłynęła pod znakiem pokoju, a zawrotne tempo technologicznego postępu sprawiło, że bardzo szybko okręty te, chociaż gdy kładzione pod nie stępkę były rewolucyjne, stały się przestarzałe. Dlatego też, gdy wreszcie w 1914 roku wybuchła wojna, Cressy, Aboukir i Hogue zostały oddelegowane do drugorzędnej roli. Jako Siódma Eksadra Krążowników dostały zadanie patrolowania Morza Północnego, wzdłuż wybrzeża neutralnej Holandii. Nie było to zadanie najbardziej chwalebne, chociaż stanowiło część blokady morskiej, która zaciskała pętlę wokół szyi Cesarstwa Niemieckiego, a która miała ostatecznie przyczynić się do jego upadku.

W kręgach admiralicji słychać było głosy sprzeciwu, wobec wykorzystania tak przestarzałych jednostek na tym teatrze działań. Obawiano się, że będą one łatwym celem dla niemieckich ataków, tym bardziej że ich załogi złożone były z samych rezerwistów. Szybko zaczęto wobec nich używać przezwiska „Eskadra Żywych Przynęt”…

Poranek 22 września 1914 roku przywitał trzy siostry poprawą pogody. Dwa dni wcześniej, warunki na morzu zmusiły niszczyciele, towarzyszące im wcześniej podczas patrolu, do powrotu do baz, a kolejnego dnia sztorm uszkodził czwartą z sióstr — HMS Euryalus — ona też musiała przerwać misję. Tym razem warunki były jednak sprzyjające i siostry kontynuowały swój patrol, płynąc stałym kursem z prędkością dziesięciu węzłów — zużyte silniki okrętów, nie pozwalały na utrzymanie większej prędkości.

Zła pogoda nie pokrzyżowała tylko brytyjskich planów. Otto von Weddigen, wraz ze swoją U-9 dostał rozkaz zaatakowania transportowców z brytyjską armią na pokładzie, zmierzających w kierunku Flandrii. Sztorm zmusił jednak kapitana do przeczekania na dnie. Gdy wynurzył się ponownie, przez okular swego peryskopu dojrzał trzy krążowniki, powoli płynące w szyku, bez żadnej eskorty. Była 6:20 rano, gdy U-9 wystrzeliła torpedę z odległości 500 metrów, w kierunku płynącej w środku Aboukir, po czym skryła się pod powierzchnią morza.

U-9

Aboukir została trafiona w sterburtę. Jej maszynownia momentalnie została zalana przez wdzierającą się wodę, i okręt został unieruchomiony. Załoga nie zauważyła żadnej łodzi podwodnej, do tego zagrożenie z ich strony nie było jeszcze dobrze rozumiane wśród dowódctwa Royal Navy, dlatego dowodzący okrętem kapitan John Drummond był pewien, że wszedł na minę i wezwał pozostałe siostry, by przybyły mu z pomocą. Los Aboukir był już jednak przesądzony. W ciągu 25 minut od trafienia okręt przewrócił się do góry dnem i zatonął.

Ilustracja przedstawiająca zatonięcie HMS Aboukir

Hogue i Cressy ruszyły na ratunek swej umierającej siostrze. Oba okręty zatrzymały się, by spuścić szalupy dla ocalenia załogi z tonącego statku, gdy U-9 wynurzyła się ponownie. Będąc raptem 300 metrów od swej kolejnej ofiary, wypuściła dwie torpedy w kierunku Hogue. Obie dosięgły celu. Hogue dostrzegła swojego napastnika i otworzyła ogień w kierunku U-Boota, lecz daremnie. Myśliwy ponownie skrył się pod powierzchnią, a jej ofiara, śmiertelnie ranna, w ciągu dziesięciu minut podzieliła los swej siostry.

Widząc, co się stało, kapitan Johnson z Cressy, poderwał swój okręt, próbując pomścić swoje siostry ogniem artylerii lub przez staranowanie łowcy. U-9 odpowiedziała dwiema torpedami. Jedna pomknęła obok krążownika, lecz druga była celna. Okaleczona Cressy wciąż jednak była w stanie walczyć i zbliżała się do niemieckiej łodzi podwodnej. Widząc to kapitan Weddigen, zawrócił swój okręt i wystrzelił swoją ostatnią torpedę z wyrzutni znajdującej się na rufie. Trafił. Tak jak jej młodsze siostry przed nią, Cressy wywróciła się i spoczęła na morskim dnie. Była 07:55, gdy Eskadra Żywych Przynęt przestała istnieć.

Zatonięcie HMS Cressy

Holenderskie i brytyjskie cywilne okręty uratowały łącznie 837 rozbitków. 1397 marynarzy i 62 oficerów, w tym kapitan Robert Johnson z Cressy, podzieliło los swoich okrętów. U-9, pomimo obławy urządzonej przez brytyjskie niszczyciele, dotarła bezpiecznie bazy, a jej wyczyn przeszedł do historii, jako jeden z najskuteczniejszych ataków przeprowadzonych przez łódź podwodną. Jej kapitan został okrzyknięty bohaterem w ojczyźnie, jednak długo nie nacieszył się swoim statusem. Kilka miesięcy później zginął na pokładzie U-29. Jak na ironię, tamto wydarzenie również stało się sławne, albowiem jego katem została sama HMS Dreadnought w jedynym w historii udanym ataku pancernika na łódź podwodną…

No dobra, kaganek oświaty został zaniesiony, lekcja odrobiona, zasłużyliście więc, na trochę rozrywki. A aktu tym razem tłuściutka, bo aż trzy nowe rozdziały. Mamy drugi rozdział Ichiki, mamy kolejny rozdział waszego ulubionego Czochrania, a w ramach bonusu, dorzucam wam też wypasionego łanszocika (skromne 59 stron!). No to nie przedłużając:

Tsuka no Ma no Ichika 2: Reader MD
Czochrańsko 20: Reader MD
Teleportowa Rewolucja (oneshot): Reader MD

I jeszcze podkład muzyczny, na pożegnanie:


Do zobaczenia za dwa tygodnie!

Иди нахуй!

Wojna Rosji z Japonią, rozpoczęta w lutym 1904 roku, nie szła po myśli poddanych cara Mikołaja II. Podczas gdy na lądzie Japończycy zacieśniali oblężenie Port Arthur, na morzu sytuacje również nie wyglądała lepiej. Rosyjska Flota Pacyfiku została zablokowana w dwóch portach — we Władywostoku, i we wspomnianym już Port Arthur. Co prawda Japończycy nie zdołali skutecznie zaatakować rosyjskich okrętów od strony morza, to podzielona rosyjska flota nie miała dość sił, by przełamać blokadę. Sytuacja była patowa, jednak to Japończycy więcej na takim stanie rzeczy zyskiwali, jako że mogli bez przeszkód zaopatrywać drogą morską swoje wojska na lądzie.

Car Mikołaj miał jednak plan. Plan ten zakładał wysłanie okrętów z dwóch pozostałych rosyjskich flot — Bałtyckiej i Czarnomorskiej — by wspólnie z Flotą Pacyfiku przełamać blokadę, zniszczyć japońską flotę, odciąć japońskie wojska od dostaw z ojczyzny i w efekcie wygrać wojnę. Oczywiście, plan ten miał pewne słabe punkty. Po pierwsze — rosyjskie okręty musiałyby odbyć podróż niemalże dookoła świata, z czego większe i bardziej wartościowe jednostki nie mogły skorzystać ze skrótu przez Kanał Sueski, tylko musiały obrać dużo dłuższy kurs wokół Przylądka Dobrej Nadziei. To stanowiło nie lada wyzwanie, jako że Rosja nie posiadała ani własnych baz zaopatrzeniowych na trasie, ani zaprzyjaźnionych krajów, które mogłyby użyczyć swoich portów. Do tego rosyjskie okręty nie były przystosowane do tak ekstremalnych podróży, jak i do tropikalnego klimatu.
Wątpliwości budzić mógł też sam skład Drugiej Floty Pacyfiku, jak nazwano tę nowo sformowaną jednostkę. Bo o ile w jej skład weszło pięć nowiutkich pancerników klasy Borodino i kilka przyzwoitych krążowników (m.in. Aurora, którą do dziś można podziwiać w Sankt Petersburgu), to uzupełniały ją okręty mocno leciwe, lub wręcz przestarzałe, albo jachty arystokracji, na które ktoś wciągną kilka armat i z dumą kazał nazywać krążownikiem.
Jakość załogi, oraz przygotowanie okrętów też pozostawiały wiele do życzenia. Większość marynarzy nigdy wcześniej nie była na morzu, a teraz czekało ją 18 000 mil morskich wojaży. Co zaś do przygotowań… Pancernik Oriel przed wyruszeniem w drogę zdołał zatonąć w porcie. Przygotowując go na wyprawę, ktoś zdjął część poszycia okrętu, a potem ze zdziwieniem przyglądał się, jak okręt z dziurami w kadłubie nie jest w stanie utrzymać się na powierzchni wody.

Wszystkie te problemy rozwiązano w prawdziwie rosyjski sposób. Zignorowano je. I tak Druga Flota Pacyfiku wyruszyła w drogę w sile 42 okrętów stanowiących główne siły, plus parę mniejszych czy pomocniczych jednostek. Jako zwiastun udanej podróży wkrótce po tym okręt flagowy osiadł na mieliźnie, jeden z krążowników zgubił kotwicę z łańcuchem, a niszczyciel eskorty staranował jednego z pancerników.

Wbrew oczekiwaniom wszystkich racjonalnie myślących istot (i zapewne ku wielkiemu zdumieniu admirała Zinowija Rożestwieńskiego dowodzącego całą operacją) flota opuściła Morze Bałtyckie. Prawdziwa przygoda dopiero miała się zacząć. Ale wpierw admirał Rożestwieński rozkazał otworzyć ogień w kierunku jednego ze swoich własnych okrętów, który uporczywie ignorował sygnały i zdołał uszkodzić duński statek, próbujący dostarczyć flocie zaopatrzenia.

Wśród marynarzy zaczęła rodzić się histeria. Wielu było przekonanych, że są zgubieni, a japońska flota czeka tuż za rogiem, by posłać ich wszystkich na dno. Tak więc gdy to formacji zaczęła zbliżać się łódka rybacka, spanikowani marynarze zaczęli strzelać. Panikę zapewne podsycały wiadomości wysłane przez okręt naprawczy Kamczatka, który drogą radiową donosił, że został zaatakowany przez japońskie torpedowce. Za wszystkich stron. Nieprzyjacielską flotę w składzie jednej łodzi rybackiej, od niechybnej śmierci ocalił fakt, że celność dzielnych marynarzy była nieprzyzwoicie kiepska i nawet nie zdołali drasnąć nadciągających rybaków.

Strzelanie do rybaków z własnego kraju to jedno, ale czasem trzeba sobie życie urozmaicić. Dlatego gdy flota wpłynęła na wody Ławicy Dogger, postanowiła ostrzelać rybaków brytyjskich, biorąc ich oczywiście za japońskie torpedowce. Ba, tym razem nawet trafili! Rosjanom udało się zatopić jedną łódź rybacką, uszkodzić cztery kolejne, a także trafić rosyjski krążownik Dimitrij Donskoj oraz ustrzelić jednego marynarza i popa z pokładu Aurory

Brytyjczycy oczywiście nie byli zbyt zadowoleni z ataku na swoich rybaków i przez chwilę zagrozili, że dołączą do wojny po stronie Japonii i wymierzą rosyjskim okrętom karę plutonu egzekucyjnego pod postacią brytyjskiej Royal Navy. Tak się jednak nie stało, dyplomacja zwyciężyła, a waleczni Rosjanie mogli kontynuować swą epicką wędrówkę. Kamczatka co prawda starała się, jak mogła, by temu zapobiec, otwierając w międzyczasie do statków pływających pod flagami Francji, Niemiec i Szwecji. Niestety, pomimo zużycia jakiś 300 sztuk amunicji nie udało jej się zaliczyć żadnego trafienia i podróż mogła być kontynuowana. Na pożegnanie z kontynentem, podczas przystanku w marokańskim porcie Tanger, jeden z okrętów przeciął kabel telegraficzny, odcinając tym samym Europę od komunikacji z resztą świata na kilka dni.

Podróż wzdłuż zachodniego wybrzeża Afryki przebiegała bez większych incydentów, jeśli nie liczyć wszędobylskiego pyłu węglowego, przez który marynarze mieli ciągłe problemy z drogami oddechowymi, kilku nawet zmarło. Ładownie okrętów nie były przystosowane do przewożenia takiej ilość węgla, dlatego worki z nim składowano dosłownie wszędzie, przez co i pył był wszędobylski. Monotonię od czasu do czasu przerywała też Kamczatka, nadając komunikat „Czy widzicie torpedowce”

Zbliżając się do Madagaskaru, do floty dotarła wiadomość, że Port Arthur upadło, a wraz z nim na dno poszła znaczna część oryginalnej Floty Pacyfiku. Dla poprawy morale wielu marynarzy zdecydowało się przygarnąć na pokład egzotyczne zwierzątka. Na przykład krokodyla, jadowitego węża (któremu udało się zabić jednego oficera — ewidentnie był to japoński agent), kameleony, których populacja na okręcie flagowym szybko wymknęła się spod kontroli, oraz, a jakże, gadającą papugę dla admirała, która wkrótce zaczęła władać niebywałym zasobem rosyjskich przekleństw. Sytuacja na pokładzie Aurory natomiast była tak zła, że załoga bała się spać w nocy, z powodu dużej populacji drapieżnych zwierząt na pokładzie.

Oprócz zwierzaczków marynarze na pokład przenieśli też inne ciekawe rzeczy. Na przykład choroby weneryczne, które wkrótce zaczęły zbierać śmiertelne żniwo wśród załóg. Kamczatka postanowiła uczcić pamięć jednego z kamratów, oddając honorową salwę. Zapomniała tylko w tym celu użyć ślepaków, i jak na złość tym razem strzał okazał się być celny. Trafiona została Aurora. A potem się ludzie dziwią, że to właśnie ten okręt parę lat później rozpoczął Rewolucję Październikową…

W międzyczasie do floty dotarły posiłki. Tak zwana Trzecia Flota Pacyfiku, która miała wzmocnić Rożezwieńskiego składała się z okrętów właściwie muzealnych, kompletnie nieprzydatnych na polu bitwy. Admirał przez długi robił wszystko, by nie do spotkania nie doszło. W końcu jednak, u wybrzeży dzisiejszego Wietnamu, Trzecia Flota dogoniła Drugą. Rożezwieński zareagował na przybycie posiłków złożeniem rezygnacji. Car jej jednak nie przyjął, więc chcąc nie chcąc połączone floty ruszyły dalej, gdzie już niedługo miały stoczyć jedną z najważniejszych bitew morskich w historii. Ale to już opowieść na inną okazję.

Miały być morskie opowieści, no to są. A teraz będą też rozdziały:
Unverbindliche homosexuelle Beziehungen zwischen jungen Frauen 22: Reader MD

Hentai z Mieruko na pocieszenie: Reader; E-hentai 1; E-hentai 2 MD1; MD2

Poza tym, tak jak wspominałem ostatnio, z dniem dzisiejszym usuwam nasze rozdziały Mieruko w związku z nadchodzącym oficjalnym wydaniem. Pa pa.

UGM-27 Polaris były pociskami balistycznymi z ładunkiem nuklearnym przenoszonymi przez okręty podwodne amerykańskiej i brytyjskiej marynarki wojennej.

Coś się kończy, coś zaczyna

Mam dla was dobrą i złą wiadomość. Jestem pesymistą, więc zaczynam od złej. Rzucamy Mieruko. Niedawno wydawnictwo Studio JG ogłosiło oficjalne wydanie tej mangi w naszym języku, toteż Załoga Bombowca oficjalnie porzuca ten projekt. Nasza misja dobiegła końca. Wrzucamy dziś ostatnie rozdziały trzeciego tomu, a za dwa tygodnia całe nasze wydanie zniknie zarówno z tej strony, jak i z mangadexa. Oczywiście gorąco zachęcamy do wsparcia tak samego autora, jak i rodzimego przemysłu wydawniczego poprzez zakup oficjalnego wydania, gdy to już wyląduje na sklepowych półkach. Tłumacze też muszą coś jeść. Graficy tak samo. Ba, nawet korektorzy podobno od czasu do czasu coś tam wszamać muszą!
Żeby wam troszeczkę wynagrodzić tę smutną wiadomość, do pracy nad 22 rozdziałem Mieruko zaprosiliśmy prawdziwą legendę polskich skanlacji. Panie i Panowie, z dumą mogę ogłosić, że za type do wyżej wymienionego rozdziału odpowiedzialny był nikt inny jak Mrina — szefowa (albo raczej dyktatorka) zaprzyjaźnionej grupy Kettei. Chociaż tak naprawdę, to nie tyle ja zaprosiłem ją, ile ona sama, w stanie ciężkiego upojenia alkoholowego, się do nas wprosiła. Niech morał z tej historii będzie taki: Nie pijcie (za dużo), bo cholera jedna wie, na jakim bombowcu się obudzicie!

A żeby wam smutno nie było, to w miejsce Mieruko zaczynamy pracę nad nowym projektem. Chociaż nie, będzie wam smutno. Bo to smutna manga o miłości, śmierci i poczuciu bezsensu. Krótko mówiąc, mało cycków, dużo depresji. To w sumie tak jak w moim życiu…
Tak czy siak, Załoga Bombowca z dumą prezentuje nasz nowy tytuł: Tsuka no Ma no Ichika (pl: Ulotny Kwiat). Premiera już dziś, zachęcam do czytania!

No to pora na linki:

Mieruko 22-23.5: Reader: https://zalogab.pl/reader/Mieruko/022 MD: https://mangadex.org/chapter/a07616fb-199d-400a-b185-474dfb2ff4d3/1

Tsuka no Ma no Ichika 1: Reader: https://zalogab.pl/reader/Tsuka_no_Ma_no_Ichika MD: https://mangadex.org/chapter/b513cfc2-e907-4b26-b5e9-629cbe65c0a9/1

A skoro już przy pożegnaniach jesteśmy, to niedawno pożegnaliśmy jednego z moich idoli z czasów gówniarskich, dlatego w ramach muzycznego zakończenia tej aktu urońmy łzę dla cieniów minionych. RIP Roman Kostrzewski

O miłości słów kilka

Jutro Walentynki. Z tej okazji chciałbym wszystkim szczęśliwie zakochanym, życzyć jak najwięcej radości z ich związku. Nie zapomnijcie jutro obdarować swojej lepszej połówki jakimś prezentem. Mogą być kwiatki, mogą być czekoladki, najważniejszy i tak jest gest.

Nieszczęśliwie zakochanym zaś pragnę przypomnieć, że tzw. Walentynki to jedynie wytwór zgniłego kapitalizmu, nastawiony na spieniężenie czegoś, czego rzekomo na pieniądze przeliczyć się nie da. Dlatego jeśli rozpaczacie, że nie macie z kim spędzić tego dnia, to pomyślcie sobie o tych wszystkich pieniążkach, które dzięki temu zaoszczędzicie. A jeśli nie jesteście materialistami, i oszczędzone pieniądze nie ukoją waszego bólu i samotności, to polecam skanalcję. Z własnego doświadczenia wiem, że nic tak nie leczy złamanego serca, jak nakurwianie rozdziałów po nocach. No, chyba że alkohol. Ale alkohol jest drogi, niezdrowy i prowadzi do alkoholizmu, a skanlacje rozwijają duszę i ciało!

Można też sobie poczytać rozdziały, chociaż to raczej krótkotrwała ulga. Na szczęście dziś Załoga wyszła naprzeciw oczekiwaniom jej czytelników i oferuje Wam całkiem tłuściutkie aktu.
Mamy dwa nowiutkie rozdziały Mieruko:
20: Reader MD
21: Reader MD
Oraz garść łanszotów, coś dla tych zakochanych szczęśliwie:
Panienka z Okienka: Reader MD
Pocky Day: Reader MD
I dla tych samotnych:
Dobrej Nocy Mieruko (NSFW): Reader E-hentai
Takie Tam o Robieniu Jelenia z Chłopa (dla jego dobra) (NSFW): Reader E-hentai

No i jeszcze tradycyjnie piosenka na koniec:

A teraz proszę o wybaczenie. Byleco zaprosił mnie jutro na randkę, więc muszę się przyszykować. Jakby ktoś chciał zobaczyć jak się bawimy razem hoiem, to wbijać na discorda, gdzie zdam relację!
Tymczasem pa!

PS. Komentować aktualkę i takie tam!

Plan B

Wstałem dziś rano (tak o 13, niech żyją nocne zmiany) i przypomniałem sobie, że dziś jest dzień na aktu. Niestety, nie miałem pomysłu, jaką opowieścią Was dziś uraczyć, więc poszedłem na spacer w poszukiwaniu inspiracji. Niczego nie znalazłem. Dlatego pora wdrożyć Plan B! Jest to pierwsza aktu w nowym roku, więc zrobimy sobie super interesujące podsumowanie roku minionego! Jeej!

No więc, pod względem skanlacyjnym poprzedni rok był całkiem udany. Wystartowaliśmy z własną stroną, na której ukazało się (o ile dobrze liczę) 25 aktualek. Ile w nich rozdziałów wyszło, nie chce mi się liczyć. Przetrwaliśmy śmierć mangadexa i byliśmy na miejscu, gdy powstał on z popiołów. Pochowaliśmy co prawda dwóch Załogantów, ale na ich miejsce wskoczyło dwóch nowych, więc w gruncie rzeczy jesteśmy na zero xD. W sumie to nawet jesteśmy na plus, wszakże ja nauczyłem się jako tako edytować, dzięki czemu zyskaliśmy ekstra edytora. Dzięki temu od września utrzymujemy względnie sztywny grafik i wydajemy rozdziały w tempie 0.5 Zupy. Nasz discord pozostaje cudownie martwy, chociaż nawet tam zdarzają się wybuchy aktywności, jak chociażby podczas legendarnego, epickiego turnieju szachowego. Nie jest źle

Jeśli zaś chodzi o sprawy poza sferą mangozjebstwa to mogę mówić tylko za siebie, no i cóż, to był bardzo chujowy rok, pełen stresu, depresji, rozczarowań etc. etc. Wzlotów było niewiele, upadków całkiem sporo. W tym miejscu wypadałoby napisać, że w takim razie ten obecny może być już tylko lepszy, ale ja jestem stary (od niedawna już oficjalnie, mam na to papiery!) i niezbyt optymistycznie do życia nastawiony. Dlatego powiem, że grunt, by nie było jeszcze gorzej.

Nie będę Wam smęcił dalej, toteż nie przedłużając pora na dzisiejszą porcję rozdziałów:

Menhera 130-133: Reader MD
Czochrania 19: Reader MD

I tradycyjnie piosenka, w sumie nieźle miniony rok podsumowująca:

バイバイ!